bookmark Aktualności

„Trudniej jest zrobić prosty i stylowy panel niż przekombinowany wildstyle” – wywiad z Centem

Początki zajawki na graffiti?

Zajawka pojawiła się dawno. Właściwie nie skłamię, jeżeli powiem, że jestem tu od początku istnienia warszawskiej sceny. Z początku tylko biernie przyglądając się co się dzieje, a dopiero z czasem czyniąc śmielsze ruchy.

Pierwsze ścianki, towarówki – pierwszy panel zrobiłem jako SPD i było to chyba w ’97 roku. Wychowałem się pod Warszawą, do której najłatwiej wtedy było dojechać pociągiem – stąd od zawsze ciągnęło mnie do linii i kolejek.
Pierwszy graff styl, jaki pamiętam, to okładka jakiejś gry na Amigę – koszykówki, gdzie w tle było zbombione boisko.

HŚF, NTŻ?

Na początku było 3AM – TR (trzecia rano), o tej godzinie był pierwszy pociąg z Warszawy w moją stronę. Do dziś nie zapomnę, jak kiedyś z CELON’em zapakowaliśmy całe plecaki mieszanek i chodziliśmy po stolicy, bombiąc „trójki”. ’96, może ‘97 rok…

To były inne czasy, na mieście nie było NIKOGO poza paroma taryfami. HŚF to następny etap  – ale to crew dosyć szybko się rozpadło, jak to zwykle bywa ze zbyt wieloosobowymi ekipami. Chociaż dobrze wspominam parę akcyjek. NTŻ to nie moja bajka, ale znaliśmy się z chłopakami.

Jak wtedy trzymało się graffiti w twoim mieście?

Wtedy – to znaczy: kiedy? Prawda jest taka, że w moim mieście to ja robiłem graffiti jako pierwszy – wiem, że byłem potem „inspiracją”, jeżeli tak można powiedzieć, dla wielu naśladujących mnie małolatów – miasto i linia w mojej okolicy zaczęły pokrywać sie w zalewie toyowych tagów i sreber… Czułem się za to odpowiedzialny, ale irytowała mnie jakość tego gówna. Może wtedy mi to imponowało, ale teraz jak na to patrzę – to rozegrałbym to inaczej i traktował swoją działalność o wiele bardziej incognito.


 

 

Inspiracje?

Inspiracją byli dla mnie zawsze ludzie, z którymi malowałem, mieliśmy podobny styl i rozkminialiśmy podobne patenty razem.

Na tę chwilę generalnie trudno mi coś/kogoś takiego wskazać. Jest kilku writerów, których prace inspirują mnie do dziś i którymi się jaram, ale przez prawie 20 lat widziałem już bardzo, bardzo wiele, i mało co jest wstanie mnie zaskoczyć i dać to uczycie co kiedyś – „o kurwa! ale zajebisty panel/wholecar”. Czuje się tym całym graffiti zblazowany i żeby coś naprawdę mnie złapało, musi mieć „to coś”. Mogą to być litery (bądź litera), wyczesane tło albo choćby świetnie dobrane kolory, ale musi to być naprawdę zajebiste. Trudno mi wskazać co mnie inspiruje. Na pewno prostota i idea LIM (Less is more). Nigdy natomiast nie jarałem się techniką, dla mnie tak zawsze wyglądało graffiti – jak coś tam pociekło – to trudno, jakaś linia wyszła krzywo? Trudno, tak musiało być, coś tam niedopełnione, trudno – widocznie lepiej się nie dało. Wymuskane na skinnikach style bez ani jednego zacieku jakoś nigdy do mnie nie przemawiały. Zaprzestałem używania tych końcówek paręnaście lat temu i tak jest do dziś…  :)

KFC – rozwinięcie skrótu, początki, historia, najważniejsze momenty, członkowie (dawni/obecni)?

KFC albo KFC’S – Keep Fingers Clean – ekipa cały czas istnieje, chociaż jej skład znacząco odbiega od tego, jak wyglądał kiedyś. Kilka osób odeszło, kila doszło – generalnie zawsze była to raczej paczka dobrych znajomków niż tylko bombing crew.

Największy boom mieliśmy chyba w latach 2001-2004, w „pomarańczowych” czasach – dobrze wspominam tamte lata. Beztroska, wyjazdy, imprezy, melanże, turyści… Nasze podejście różniło się od wielu ekip, nie mieliśmy dobrej opinii i generalnie panował ogólny hejt na to co robiliśmy i jak się zachowywaliśmy. Wtedy był to nasz czas buntu. Mieliśmy wyjebane total na opinie innych, robiliśmy swoje i tylko to się liczyło. Teraz jak na to patrzę, zrobiłbym inaczej… Odjebaliśmy parę akcji i zła fama ciągnęła się dalej, ale tak naprawdę to jeszcze bardziej nas nakręcało do robienia więcej i działania „pod prąd”. To czasy, kiedy leciały wholecary, wholetrainy… Dziesiątki paneli… Chciałeś czy nie chciałeś, musiałeś na nie patrzeć, bo był moment, że nie było prawie żadnej pomarańczy bez chociażby jednego taga KFC.

Mało kto wie, że jako pierwszy z URANEM zrobiliśmy warszawskie malowanie KM. Czailiśmy się na nią na Olszynce, pamiętam, że był to dla nas okaz i rodzynek – była zajawa, żeby zrobić KM’kę… Po odejściu pomarańczy dużo się zmieniło i w życiu i w ekipie.

Na tę chwilę w KFC poza mną są: FULZ, KETZ, URAN, HEN, LET, FORMAT i oczywiście KOB, który jest głównym współzałożycielem ekipy :). KOBant nie zastygł totalnie i od czasu do czasu uda mi się go gdzieś wyciągnąć… Ale wiadomo jak jest, wraz z czasem zmieniają się priorytety, życie, obowiązki itp. Nie będę pierdzielił tego samego co każdy stary writer: praca, dziewczyna… Bla bla bla…… Wiadomo jak jest.

Rozpoznawalność grupy swego czasu w Europie?

Od początku naszej działalności istniała zajawa na Skandynawię i skandynawskie style. Moim celem było właśnie to, aby grupa została zauważona i rozpoznawana w tamtych rejonach Europy – nie wiem dlaczego, ale tak jakoś sobie to wymyśliłem i pamiętam, że chciałem malować z tymi wszystkimi „fejmami” z gazetek i filmów ze Sztokholmu, na tych wypasionych miejscówkach z rampami i siatkami. Notabene, moim pierwszym czasopismem graffiti, które nabyłem od POJEP’a ze Szczecina, był właśnie UP – Ungerground Productions  i przez długi czas był jednym z fajniejszych magazynów w tamtych czasach, który pojawiał się regularnie.

W 2004 roku wyjechałem do Sztokholmu, gdzie siedziałem ponad 3 miesiące. Wtedy okazało się, że jesteśmy naprawdę rozpoznawani, Szwedzi dobrze kojarzyli KFC, a nawet się jarali ;). Osiągnąłem swój kolejny mały cel. Malowanie szwedzkiej tunnelbany na backjumpach widzianych na video, stary model w wydrążonym w skale tunelu, kilkanaście akcji na starych niebieskich commuterach – robiłem to, o czym tak kiedyś marzyłem – i wcale nie okazało się to być takie trudne do osiągnięcia. Część tych „fejmów” jest do dziś moimi dobrymi kumplami, z którymi cały czas mam kontakt. Dzięki mojemu udziałowi np. powstały koneksje 7DC i SOSW. Fajna rzecz.

Poza tym ekipa jest rozpoznawalna do dziś, w czym na pewno pomogły Brain Damage i Concrete, no i MiB3 – w zeszłym roku byłem w Paryżu i słyszałem mega fajną historię od jednej z tamtejszych ekip. Jak to kiedyś jarali sie polskimi stylami i Warszawą. Kurde, to zajebiste uczucie, na którym chyba zależy każdemu writerowi – przedstawić się po ksywie i ekipie, i być rozpoznawanym :). Tak mi się przynajmniej wydaje.

 

 

Jak wygląda sytuacja Siena z KFC?

Nie wiem, jak wygląda jego sytuacja, bo od kilku lat nie mam z nim kontaktu, nie jest już w KFC, chociaż był ważną postacią w pewnym okresie ekipy – dobrze się dogadywaliśmy i mieliśmy obydwaj mocno buntownicze  podejście do „światka graffiti”.
Na tę chwilę kontaktu brak, każdy z nas idzie swoją drogą, ale w tym miejscu go pozdrawiam! Elo balaklawa!

Co cię najbardziej pociąga w graffiti?

Sam nie wiem, chyba zapach lakieru… Szczególnie starego beltona i multony… Przyjemny smrodek :).

Zawsze szedłeś w dość proste litery?

Tak, to prawda, dla mnie litery powinny być proste i czytelne, łatwe do odczytania przez niekoniecznie wprawione oko – tak jak mówiłem wcześniej, mniej znaczy więcej… Nie lubię przekombinowanych wild’ów – czy dlatego, że nie potrafię? Może tak, ale moim zdaniem trudniej jest zrobić prosty i stylowy panel niż przekombinowany wild. Poza tym lubię szybkie malowanie. Po 20 min. zazwyczaj zaczynam się nudzić i wtedy najczęściej wychodzi właśnie przekombinowanie. Od jakiegoś czasu zacząłem skupiać się bardziej na tłach  – ludzie na ogół robią jednokolorowe bubble , ewentualnie jeszcze objadą je innym kolorem – moim zdaniem tło może zrobić „całą robotę” na panelu. Lubię się czasem uwolnić i zrobić coś poza zwykły kanon – wypełka, ramka, tło. Graffiti is for fun! Teraz tak do tego podchodzę i robię je tylko dla siebie i garstki bliskich mi znajomych – nie bawię się w wysyłanie fotek do magazynów, albumów itd. itp. (no chyba, że ktoś mnie o to poprosi). Dlatego jak mi nawet pracka nie wyjdzie, nie wkurzam się na siebie, ale myślę co poprawić, żeby następnym razem było lepiej.


 

 

Jak podchodziłeś do zarzutów, że kserujesz zagranicznych writerów?

HAHAHA, a jak mam do nich podchodzić? Kseruję, bo co? Przerysowuję litery, robie „szwedzkie” hajlajty? Czy dlatego, że zrobiłem bąble w tle :)? Każdy w pewnym stopniu łapie jakieś naleciałości od innych i wchodzą mu różne rzeczy do głowy podświadomie (no chyba, że jest NOACH’em z AF :))

Nawet jeżeli tak jest, to nigdy nie robię tego celowo… Ale pewnie znajdzie się niejeden, który skojarzy KFC z WUFC i przyhejtuje… Jeżeli tak, to ja się tego nie wstydzę. Jakoś nigdy żaden zagraniczny writer mi tego nie powiedział…

Ulubione miejscówki w Warszawie?

Nie mam jednej ulubionej, ale jest kilka lokalnych spotów, które lubię. Zależy co chcę zrobić, czy coś szybkiego czy posiedzieć trochę dłużej. Najczęściej jednak działam tak, że póki miejscówa jest dobra i nie spalona totalnie, staram się ją wykorzystać na maxa, a gdy widzę, że zaczyna być nieciekawie lub po prostu mi się znudzi – przenoszę się na inną.

Generalnie to prawa strona Wisły – tu się wychowałem. Teraz od kilku lat mieszkam blisko Zachodniego i tutaj często wybieram się na spacery. Jednak trudno tutaj o traffik. A dla mnie spot musi być taki, żeby był traffik. Znudziły mnie już fotki z miejscówek, gdzie nie ma traffiku. A po całej akcji zostajesz z chujowym foto z lampą…

Koneksje w WWA i w PL?

To jest temat… W pewnym momencie mojego życia, z uwagi na kilka sytuacji, stało się bardzo pass’e kolegowanie się ze mną, już nie wspomnę o wspólnym malowaniu. Ludzie zaczęli gadać różne historie, oczywiście jak to bywa w graff świecie – mocno ubarwione i przekoloryzowane. Warszawska pseudo elita robiła mi czarny PR. Wiadomo, w twarz nikt ci nic nie powie, a za plecami… Był temat do gadania. Ogólnie, nigdy nie zależało mi na super wielu kolegach writerach i nigdy nie lizałem dupy nikomu. Ta sytuacja mocno odseparowała „niby” znajomków  z graff gry. Wtedy było mi trochę przykro, ale teraz jak na to patrzę, to cieszę się, że tak się stało. Wokół mnie zostali tylko ludzie, którzy mnie znają i wiedzą co robię, nie słuchają pierdolenia innych, a sami otwarcie nie boją się ze mną pogadać. Ludzie, których i ja darzę respektem. Ci, o których teraz mówię, pewnie doskonale wiedzą, że to o nich. Fałszywcom chuj w dupę, a z prawdziwymi sztama!


 

 

Co sądzisz o scenie w WWA teraz?

Sądzę, że mogło by się dziać więcej, na scenie panelowej jest garstka liczących się zawodników ze świeżym newschoolowym podejściem (np. niektóre UKS’y) – spoko – podoba mi się to, że chcą robić i kombinują, ale nie wszystkie te nowe jazdy na dirty style na standardach mi podchodzą. Często wygląda to mega chujowo, że nie wiadomo, czy typ robił to celowo czy był aż tak najebany. Ze starych wyjadaczy nie zostało już chyba wielu graczy… Sezonowcy znowu popierdolą głupoty, po czym odejdą do lamusa – „twardsze przetrwają, a wyginą te słabsze, tak było, jest i tak będzie zawsze”. Jeżeli chodzi o ścianki, chyba jest podobnie, ale nie wiem, bo nie śledzę tego… Ale szacunek dla sztywniutkich, prawilnych mordeczek i ryjków :). Hahaha.

Najbardziej pamiętna akcja?

Heh… Nie wiem czemu, ale bardzo zapadła mi w pamięć akcja, jak kiedyś malowaliśmy pośpiecha na Olszynce, takiego jeszcze trójkolorowego Intercity w odjazdowym malowaniu niebiesko-biało-czerwonym (dziś już takich nie ma). Szybka akcja, bo blacha stała przy samej drodze w mega przypałowej miejscówce. Skończyliśmy i zdążyliśmy postawić siatki z kenami w krzakach jakieś 10 metrów od panelu, gdy wtem wyjechały na nas SOK-i swoim białym polonezem. I centralnie do nas – co tu robimy, co i jak, dokumenty… Staliśmy z nimi przy naszym, właśnie zrobionym panelu, w odległości trzech, może pięciu metrów. Daliśmy się wylegitymować, a oni NIC nie skumali, że było przed chwilką malowane – cały skład czysty, tylko jedne duże KFC do połowy okien jeszcze świeże, śmierdzi farbą, świeci się lakier. A my stoimy przy tym z nimi i opowiadamy jakieś farmazony, że skrótem do domu właśnie idziemy na Rembertów. Nogi latają, nasze spojrzenia na siebie były bardzo wymowne – no adrenalina wtedy była niemała :). Ale byłem zaskoczony, że się nic nie skumali i nas puścili…

Graffiti w Internecie – twój stosunek do tego?

Internet to narzędzie, które zmieniło wiele w prawie każdej dziedzinie życia – graffiti też. Moim zdaniem zniszczył całą tę tajemniczą otoczkę i mistycyzm. To już nigdy nie wróci, nie pamiętam kiedy dostałem zdjęcia graffiti listem w kopercie… Ostatni raz chyba od TAYLOR’a… Brakuje mi tego. Przez internet zresztą nawet marny TOY może się wylansować na mega bombera – bo internet to ściema.


 

 

Najlepsi na pociągach w WWA i PL wg ciebie?

Trudno powiedzieć, nie mam swoich super typów, podoba mi się to co robi URAN i uważam go za jednego z lepszych wariatów w Warszawie i w ogóle. Nie tylko za style, ale za podejście do graffiti i wytrwałość w zajawce.

Podobają mi się nowe style FINER’a, lubię też to co robią GOAL i MEAT – chłopaki potrafią zapodać coś świeżego. Z Polski nie mam jednego faworyta, lubię style np. COLT45, WOLCAN’a, BIRTH’a, ale i dobrą robotę robi EIDS z PUF, RIPS zresztą też.

Ciężko wymieniać, ale znajdzie się kilku zawodników z fajnymi pomysłami, o których teraz pewnie zapomniałem…

Jak odbierasz album Graffiti Goes East i swój udział w nim?

W projekcie GGE nie brałem zbytnio udziału (zresztą chyba sam już wiesz, jak ciężko wyciągnąć ode mnie jakiś materiał :)). Napisałem parę słów i przesłałem kilka zdjęć – finalnie i tak się chyba nic z tego nie załapało, bo swojego prywatnego egzemplarza nie mam do dziś…Uważam, że pomysł był fajny i fajnie, że coś takiego powstało, ale kierowany był on chyba bardziej do dinozaurów graffiti, dla których graffiti skończyło sie w 2012 roku, mogli wygrzebać swoje starocia z szuflad kredensów w piwnicach i odświeżyć je na nowo. Na pewno powróciło sporo emocji i wspomnień z tamtych czasów, co uważam za zajebistą inicjatywe. Kiedyś na pewno zbiorę się i przeczytam całą historie Warszawy, na tę chwilę rzuciłem okiem i już widzę, że podejście nie do końca jest sprawiedliwe i nie odzwierciedla do końca to jak było naprawdę – ale może się mylę, nie wiem. Zdziwiło mnie, że nikt w albumie nie wspomniał np. o BWS lub HOT. A miało być tak niezawiśle i bezpodziałowo…


 

    15 komentarze/komentarzy
  • bzk

    Zajebisty wywiad!Pozdro Cent!

  • Dobry wywiad dawno takiego nie czytałem.
    Wielki szacunek dla Centa i za tą akcje z Pasami:D Czysty Farcik 😀

  • szczery

    prawa strona miasta wawer :) w zyciu bym nie pomyslal zeby w tym miejscu zrobic wrzuta! szacun dla centa

  • respekt zo slovakia „

  • wroclawiak

    jak to ladnie powiedziales „zajawka na szwecje” jak bym okresili to inaczej :to ze PRZERYSOWYWALES grupy takie jak WUFC SDK jest faktem ogolnie znanym, takze spoko zajawka.

  • lz

    Świetny wywiad! Swoją drogą kilka dni temu natrafiłem jakiegoś kozackiego SIEN’a i CENT’a chyba z 2007 na przejściu przy PKP Aleje Jerozolimskie i tak pomyślałem, co ci goście teraz robią – a tu proszę świeży wywiad 😉

  • arin

    …”A miało być tak niezawiśle i bezpodziałowo…”
    w świecie graffiti się kurde w dupkę mać nie da, nie ma szans

    ;(

  • Euro

    Dobre! Styl prosty jest trudniejszy od wild??? Jakie to ma znacznie jakie style są trudniejsze czy łatwiejsze??? Gamoniu tyle lat malujesz i wypisujesz takie bzdury. To właśnie takim czymś tworzą się podziały. Rób sobie na standardach swoje pseudo graficzne kośluny inni niech sobie robią na Fat’cie… masz swoją jazdę uszanuj jazdę innych stylowcu z NTŻ i HŚF. Każdy nowy małolat wkręcony w panele zrobi tyle samo albo i więcej niż ty i mam nadzieję że bez pomocy magazynu UP!
    Z mojej strony od zwasze zero szacunku! Gratuluję wywiadu na tym portalu!

Dodaj komentarz